Obudziłem się w nocy. W innej sali ktoś chrapał tak, że cały dom trząsł się w posadach, jakby jakaś maszyna wibrowała zrywami! A u mnie ból pięty. Dla otuchy powtarzam sobie w myślach pieśń z Taizé, którą śpiewaliśmy na naszym wieczornym kameralnym nabożeństwie w Tosantos:
Nada te turbe, nada te espante.
Quien a Dios tiene, nada le falta.
Nada te turbe, nada te espante.
Sólo Dios basta.