Wyruszam o ósmej rano. Ksiądz w nieco lepszym humorze, ale równie lakoniczny i uprzejmy. Pytam, gdzie mam złożyć ofiarę, czy jakoś tak.
– Nie musi pan. Z Bogiem!
Na rynku i przyległych ulicach duży ruch. Ludzie, wchodząc do sklepów, karnie zakładają maseczki. Przed piekarniami i bankiem kolejki. Duży ruch – także aut i tirów (tu walą jeden za drugim przez środek miasta).