wtorek, 12 czerwca 2018

Etap P18A: Święta Anna - Częstochowa

Cała noc i świt były pogodne, dopiero po szóstej zaczęło grzmieć i padać. Jeszcze jak! Gdybym nocował w lesie i nie zerwał się zaraz po tym, jak obudził mnie blask dnia i głosy ptaków, miałbym dziś wszystko mokre. Tylko, że zaraz, przed siódmą przyjdzie po mnie siostra i mam sobie pójść. Co ja ze sobą pocznę, żeby nie moknąć? Czy dadzą mi przeczekać deszcz? Herbatę dostanę, siostra sama zaoferowała jeszcze wieczorem, ale co tu zrobić, żeby nie mokły mi rzeczy w plecaku i moje przemakalne buty?

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Etap P17A: Żytno - Święta Anna

Droga do Radomska - niech żyje BlaBlaCar! Dziewczyna po AWF, miłośniczka przygód, a chwilowo - dyrektorka sklepu sportowego. Dookoła piękny, zielony kraj. Ciekawe, czy tak samo bym odbierał ten pejzaż, gdyby nie duża kawa i ta dziewczyna żyjąca pełną piersią, kreśląca plany z rozmachem, a równocześnie wewnętrznym luzem?

piątek, 25 maja 2018

Etap P11B: Dobrzyń n/Wisłą - Zarzeczewo k/Włocławka

Portal pogodowy chełpiący się największą sprawdzalnością zapowiadał, że będzie trochę słońca, trochę chmur, ale deszczu to raczej nie. Tymczasem już w drodze pociągiem na początek etapu padało, i to długo. Na szczęście się wypogodziło, zanim dojechałem na miejsce.
Na rynku w Dobrzyniu spożywam wczesny obiadek z tego, co udało się zdobyć w miejscowej "Mili". Całkiem całkiem: pasta z ciecierzycy, buraczki i świeże rzodkiewki. Pluszcze fontanna. Na ławkach typowe towarzystwo miasteczkowe. W górze cicho grzmi.

czwartek, 17 maja 2018

Etap P7C: Piątek - Łęczyca


Dziś prawie nie pada, choć wciąż jeszcze "grozi". Z samego rana miła niespodzianka: gospodarz chce ode mnie tylko 20 zł. Pakuję na w pół podsuszone rzeczy. Przeczekuję intensywny ale przelotny deszcz. Wracam się do centrum miasta, na Rynek w Piątku. Geograficzny środek Polski. Jest "Orlen", a więc będzie kawka. Na wynos. Kościół zamknięty. Ogrodzenie dookoła też. A jednak są ludzie na ganku zadbanej plebanii. Wołam, którędy tam się można dostać. Dają mi znaki na migi, i już po chwili dołączam do czekających.

środa, 16 maja 2018

Etap P6C: Przez Sobotę do Piątku

Od Soboty do Piątku przyszło mi iść w strugach deszczu, Kiedy się rozpadało na dobre, zapisane już kartki "przezornie" schowałem do plecaka. Nie przewidziałem, że do wieczora tam zrobi się mokrzej niż w mojej kieszeni. (Miałem pokrowiec na plecak, ale nie przykrywał go szczelnie, bo karimata...).


Dlatego poniżej zamieszczam to, co udało się zrekonstruować na podstawie ocalonych strzępów tekstu - tych, gdzie tusz nie rozpłynął się zupełnie po całej kartce.