Świat, jaki znamy, chyba właśnie się kończy. Moje ciało też sygnalizuje, że nie da się dalej bez głębokich zmian w sposobie życia. A inny wciąż trudno mi sobie choćby wyobrazić. Czy w tej sytuacji ma sens moje dalsze niedzielne pielgrzymowanie? A jednak Droga ciągle mnie woła, i ciągle chce mi się opisywać piękno tej drogi i piękno i dziwność Życia. Więc znowu idę... i piszę.
Wygrzebywanie się z domu zajęło mi (jak często bywa)
nieprawdopodobnie dużo czasu. A myślałby kto, że jak wstaję o
siódmej, to o jedenastej będę już gdzieś daleko. Dzień może
być za krótki, aby dojść do końca szlaku, czyli do Archikatedry…
Ale trudno, jak już będę w Warszawie, to mogę w każdej chwili
przerwać, a dokończyć innego dnia.