niedziela, 22 marca 2015

Etap P2A: Błonie - Teresin-Niepokalanów

 

Szlak przed samym Niepokalanowem znakowany elegancko, metalowymi tabliczkami. Tyle że... trudno go znaleźć. Dzisiejszy etap jest w gruncie rzeczy najgorzej oznakowany z całej Warszawskiej Drogi. Ale droga znów piękna, i właśnie wschodziły bazie na wierzbach.

Jest piękne słońce, ale niespodziewanie zimno, koło zera. Leży śnieg, przynajmniej na ziemi na północnych zboczach. W Błoniu wita mnie nie tylko słońce, głosy ptaków i dzieci, ale i spokój, cisza. Wcale tutaj, przy stacji, nie widać, że to miasto. Raczej nieuczęszczane przedmieście, skraj miasta jakiegoś. Teraz będę szukał miejsca, w którym jest szlak,

niedziela, 15 marca 2015

Etap P1A: Warszawa Ursus - Błonie




 
Tędy z mojego miasta wychodzi Warszawska Droga Św. Jakuba. Wiedzie wzdłuż torów trasy sochaczewskiej, przekracza je, wraca, oddala się, wraca... a po drodze - jak zwykle - niespodzianki!

niedziela, 8 lutego 2015

Etap P11: Port Łódź - Pabianice - Dobroń

Trafiłem na wyjątkowy moment tej zimy, kiedy akurat leżało trochę śniegu. Z pogranicza Łodzi i Chocianowic, skąd odchodzi nowa szosa na Sieradz - Wrocław; opłotkami do Pabianic, a potem w las, gdzie o zmierzchu zgubiłem szlak, ale w końcu wyszedłem na tę samą nową szosę, a młodzi przy ognisku wytłumaczyli mi drogę do stacji w Dobroniu. Gdzie okazało się jeszcze cholernie daleko, ale szczęście mi dopisało: złapałem okazję aż do Łodzi Retkini, a kierowca zaoferował podwieźć mnie do samej Kaliskiej.

niedziela, 1 lutego 2015

Etap P0A: Warszawa (Pl. Narutowicza - Ursus)

 
W powietrzu czuć wiosnę. Jest słonecznie, ciepło jak na tę porę roku: ok. 5 stopni i chwilami czuć jakby zapach wiosny. A jest 1 lutego! Wracam na szlak po 3 miesiącach przerwy. Mam wrażenie, że wędrowanie nadaje mojemu życiu sens, rytm, jest jakby osią, kręgosłupem, na którym wszystko się opiera. Tylko pytanie: czym się różni to wędrowanie od wędrowania bezdomnych włóczęgów? Dlaczego czuję, że w moim wędrowaniu jest godność i spokój, podczas gdy wędrowanie bezdomne i nie wiadomo dokąd kojarzy się z opuszczeniem, ciągłym lękiem...? czego zresztą doświadczyłem w trakcie wcześniejszych wędrówek, choćby 10 lat temu w Kadyksie, albo kiedy wędrowałem po Francji bez pieniędzy. Czyżby posiadanie pieniędzy lub ich brak sprawiało tę różnicę? A może posiadanie określonego celu i mocna wiara w to, że tam dotrę? I że wtedy przyjdzie moment, kiedy nie będę potrzebował już dalej wędrować?

niedziela, 26 października 2014

Etap P10: Okolice Łodzi



Zatęskniwszy za Szlakiem, podjąłem polską wędrówkę w miejscu, do którego doszedłem latem – w Bedoniu. Wyruszyłem wczesnym rankiem. Termometr pokazywał -10°, potem się dziwiłem, jak dobrze znoszę mróz – to pewnie dlatego, że się w Hiszpanii „naładowałem” słońcem i zahartowałem. Przyczyna okazała się prozaiczna: popsuty termometr. Lekki mrozek chyba jednak był, a najwyżej koło zera. Wyposażenie uwzględniało różnice klimatyczne: kurtka przedzimowa, termos z gorącą wodą, świeżo kupiona czapka i rękawice.