sobota, 7 maja 2016

Etap P8A: Studzianna - Inowłódz

Jest maj, ciepło i bezchmurne niebo - coś fantastycznego! Obudziłem się o 6 rano. Tak mnie to zaskoczyło, że nawet nie wziąłem pod uwagę, że mogę zdążyć na autobus o 7-ej i tym sposobem mieć o dwie i pół godziny dłuższy dzień na wędrowanie. Trudno. Za to teraz już ciepło i milutko. W autobusie do Odrzywołu siedziałem w podkoszulce. Teraz trzeba się jakoś dostać na start etapu, do Poświętnego-Studziannej. Rozkłady są zgodne: nie ma nic aż do 15-ej, idę więc na "okazję", w ostateczności licząc na własne nogi.

"Podążaj za swoim szczęściem, a drzwi otworzą się tam, gdzie ich wcześniej nie było" (Joseph Campbell). Gdybym zraził się tym, że nie ma autobusu do Studziannej, to bym tam... nie dojechał autobusem. Pierwszy kierowca, który się zatrzymał, podwiózł mnie tylko 2 km - akurat tyle, ile było trzeba, żebym właśnie dochodził do pierwszego przystanku w chwili, gdy nadjechał tam nieprzewidziany rozkładem autobus z Lublina do Ciechocinka. Machnąłem - zatrzymał się, i już za chwilę byłem u celu. Niebo nagradza śmiałków.

sobota, 30 kwietnia 2016

Etap P5B: Smoszewo - Czerwińsk (Strawberry Fields Forever)


Autobus dowiózł mnie do Wygody Smoszewskiej (do Smoszewa nie było). Zagłębie truskawkowe. Na polach brygady z motykami pielą grządki. Te, które były przykryte folią albo tkaniną, już w kwiatach. Skowronki gwarzą na potęgę. Na jednym z poletek grządki truskawek niepostrzeżenie przeradzają się w grządki mleczy, radośnie jaśniejących żółtymi łebkami. Mlecze są też na trawnikach. Są wszędobylskie.
 
U smoszewskiej Pocieszycielki Strapionych pogrzeb. Polecają zmarłego Tamtemu Światu z pogodnym śpiewem. Dookoła ptaki też wyśpiewują na wszystkie możliwe nuty.


niedziela, 10 kwietnia 2016

Etap P4B: Nowy Dwór Mazowiecki - Zakroczym - Smoszewo

Na początku drogi same utrudnienia: nie zniechęcił mnie deszcz, za to moje nieprzemakalne buty trekkingowe uwierają nad kostką (bardziej, o dziwo, lewy - dopóki nie zmieniam skarpet na grubsze; wtedy prawy...), serce dawało nieprzyjemne odczucia na początku marszu, i jeszcze potrzeba do WC... Na szczęście, w centrum Nowego Dworu jest szalet miejski; nie wiem, co bardziej mnie zaskoczyło: to, że bezpłatny czy to, że czysty! A co do kondycji - powiedziałem sobie, że idę na luzie, bez ciśnienia, i zaraz zacząłem cieszyć się miasteczkowymi widokami.

wtorek, 29 marca 2016

Etap P3B: Jabłonna - Nowy Dwór Mazowiecki

Dziś nie napiszę wiele - nie robiłem notatek. Zasugerowałem się internetową prognozą pogody (zmilczę, czyją) i ubrałem się prawie letnio. Ale, że rano było zimno, wziąłem więcej warstw, na cebulkę. Raz było pochmurno, raz nie całkiem. Padało na szczęście mało, za to chwilami wiało - droga wiodąca granią wału przeciwpowodziowego zmieniała się w tunel aerodynamiczny. Ani na chwilę nie zdjąłem z siebie żadnej warstwy (jeśli nie liczyć peleryny od deszczu). Za to pożyczałem jeszcze rękawiczkę od Julii. Bo tym razem szedłem w towarzystwie dwóch koleżanek - coś nowego w moich polskich peregrynacjach

piątek, 11 marca 2016

Etap P12: Dobroń - Łask

Etap zaczął się dla mnie słodko w kafejce No Stress na Łodzi Kaliskiej - naprawdę pyszna kawa, zapach i dyskretne ciepło drewna palonego w kominku. Równe szczapy poukładane pod ścianą i na metalowym, czarnym piecyku.
Wysiadam z pociągu w Dobroniu. Emocje. 13 miesięcy przerwy w moim szlaku! Mijam Dobroń Mały, zmierzam do Dużego - na drodze spory ruch. Przy drodze duże, raczej zamożne domy. I sejmik gawronów albo kawek na świerkach.