Jest maj, ciepło i bezchmurne niebo - coś fantastycznego! Obudziłem się o 6 rano. Tak mnie to zaskoczyło, że nawet nie wziąłem pod uwagę, że mogę zdążyć na autobus o 7-ej i tym sposobem mieć o dwie i pół godziny dłuższy dzień na wędrowanie. Trudno. Za to teraz już ciepło i milutko. W autobusie do Odrzywołu siedziałem w podkoszulce. Teraz trzeba się jakoś dostać na start etapu, do Poświętnego-Studziannej. Rozkłady są zgodne: nie ma nic aż do 15-ej, idę więc na "okazję", w ostateczności licząc na własne nogi.
"Podążaj za swoim szczęściem, a drzwi otworzą się tam, gdzie ich wcześniej nie było" (Joseph Campbell). Gdybym zraził się tym, że nie ma autobusu do Studziannej, to bym tam... nie dojechał autobusem. Pierwszy kierowca, który się zatrzymał, podwiózł mnie tylko 2 km - akurat tyle, ile było trzeba, żebym właśnie dochodził do pierwszego przystanku w chwili, gdy nadjechał tam nieprzewidziany rozkładem autobus z Lublina do Ciechocinka. Machnąłem - zatrzymał się, i już za chwilę byłem u celu. Niebo nagradza śmiałków.
"Podążaj za swoim szczęściem, a drzwi otworzą się tam, gdzie ich wcześniej nie było" (Joseph Campbell). Gdybym zraził się tym, że nie ma autobusu do Studziannej, to bym tam... nie dojechał autobusem. Pierwszy kierowca, który się zatrzymał, podwiózł mnie tylko 2 km - akurat tyle, ile było trzeba, żebym właśnie dochodził do pierwszego przystanku w chwili, gdy nadjechał tam nieprzewidziany rozkładem autobus z Lublina do Ciechocinka. Machnąłem - zatrzymał się, i już za chwilę byłem u celu. Niebo nagradza śmiałków.