piątek, 21 września 2018

Etap E26: Camponaraya - La Portela de Valcarce

Noc była trudna. Za dnia ciało mobilizuje siły i błogie samopoczucie do wędrówki, nocą - naprawia i porządkuje, co trzeba. Odzywają się bolesne miejsca, nawet te mało spodziewane. Teresa też ma niespokojne chwile: wstaje krząta się, wzdycha, w końcu na chwilę zapala światło. Może to już pora wstawać? Patrzę na zegarek: pół do czwartej. Trochę za wcześnie...

czwartek, 20 września 2018

Etap E25: Ponferrada - Camponaraya


Prosto z drogi autobusem z Madrytu, ruszyliśmy na szlak. No, nie całkiem prosto: zajechaliśmy koło 16-ej, ale wyruszyliśmy k. 18-ej, bo najpierw, na moje naleganie, wróciliśmy na starówkę, by się jej lepiej przyjrzeć i zobaczyć słynny "żelazny most" (Pons Ferrata), od którego miasto wzięło nazwę. Ani śladu dawnego mostu - teraz jest tam inny, nowoczesny ale raczej niepozorny. Zaszliśmy jeszcze na centralny plac kościelny. Plebanii nie znaleźliśmy, więc o pieczątkę poprosiliśmy w sklepie z pamiątkami o intrygującej nazwie "La Cueva de la Mora" (Jaskinia Arabki). Jeszcze pokrzepiliśmy się kawą (na jakiś bar kawowy zawsze można liczyć!) Potem wstąpiliśmy na szlak, który szybko oddalił się od głównych ulic i poprowadził nas w górę rwącej rzeki Síl.

wtorek, 4 września 2018

Etap C0: Przełęcz Okraj - Śnieżka - Pěc pod Sněžkou

Śnieżka. Najwyższy punkt mojej pielgrzymki (przynajmniej do Pirenejów). Miejsce, w którym - jako pielgrzym - żegnam się z Polską. Na szczycie gwar głosów, mówiących po czesku. Mgła przed "latającym talerzem" i kaplicą nieco rzednie. Wchodzę do kawiarni wewnątrz "spodka". Jaką dobrą energię ma to okrągłe wnętrze! Może napiję się kawy właśnie tu - dla przyjemności posiedzenia w takim miejscu?

poniedziałek, 3 września 2018

Etap P33: Pisarzowice / Czarnów - Przełęcz Okraj



Prysznic, pakowanie... Na dole jedzono śniadanie. Gospodyni serdecznie zaprasza mnie do stołu. Zjadłem tylko kromeczkę chleba z pomidorem i plasterek sera, do tego herbatka owocowa. W sklepie zaopatrzyłem się na dalszą drogę, i z powrotem do Czarnowa, z nadzieją, że jeszcze załapię się na śniadanie w krisznaickiej świątyni (nie zawiodłem się). Pogoda ładna. Po prawej szumi potok. Ciekawe, że na ten szum nie zwróciłem uwagi idąc w górę po raz pierwszy, dopiero wieczorem, gdy wracałem do Pisarzowic po ciemku. Jeden zmysł może "zagłuszać" drugi.

niedziela, 2 września 2018

Etap P32: Kamienna Góra - Czarnów / Pisarzowice

Od rana mgła. Dobrze, że nie pada; wczoraj padało, wydobywam się z przeziębienia. Czuję, że mam w sobie dość siły życiowej, ale lepiej, żeby mnie dziś w drodze nic nie moczyło. W Kamiennej Górze miałem ochotę na kawę, plus pognało mnie do WC. Mając "koniec języka za przewodnika", w końcu trafiłem do ulubionego lokalu lokalsów, zresztą jedynego czynnego, jaki spotkałem. Jest niedziela koło południa. Nastrojowa, nieduża izdebka, na stołach koronkowe obrusy i mosiężna zastawa - wszystko à la "u Babci" - na ścianach zdjęcia z dawnych epok. W toalecie gazety z czasów mojego dzieciństwa. "Trybuna Ludu" rządzi. Z głośnika cicho się sączy ludowa muzyka żydowska z wyrazistym tarabanem i ciekawą partią wokalną. I ten zabytkowy zlew na ścianie przy wejściu! Lubię wnętrza, w których widać rękę żywego człowieka (a tym bardziej, jeśli on żył dawno temu).