wtorek, 25 czerwca 2019

Etap C2: Vrchlabí - Stará Paka





Krajobraz górski skończył się, jak nożem uciął. Vrchlabí - miasteczko z wyraźnymi śladami czeskiej secesji. Od czasu do czasu napotykam jaśminowce w pełnym rozkwicie. Cofam się z Podhůrza do miasta, bo wczoraj koło okazałego kościoła nie znalazłem kancelarii parafialnej, a potem zapomniałem wstąpić po pieczątkę gdzieś indziej. Przy okazji, może jakieś zakupy?

Godzina 9 rano - żar z nieba, ale i wiaterek. Ale co będzie dalej?

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Etap C1: Pec pod Sněžkou - Vrchlabí

Najpierw jazda do miejsca, gdzie przerwałem w zeszłym roku. Już w BlaBlaCarze do Wrocławia trafił mi się młody kierowca związany ze stowarzyszeniem "Przyjaciele Dróg Świętego Jakuba w Polsce". Za to nazajutrz cała wyprawa stanęła pod znakiem zapytania: przy pakowaniu plecaka do bagażnika autobusu do Karpacza coś mnie zabolało w kręgosłupie. Ból się utrzymywał. Prosiłem Górę o uwolnienie odeń, ale oswajałem się z myślą, że może trzeba będzie wykazać się elastycznością i zmienić plany. Może to nie ten czas?
Potem zaczął się "przegląd" różnych miejsc, w których bardziej lub mniej niedawno coś mi dolegało. Znak, żeby zawrócić, czy próba, na ile mi zależy? Mogę zawrócić, ale moja radość życia pozostaje związana z wersją, że pójdę - choćby tylko kilka dni. I jak serce we mnie rośnie na sam widok gór!

sobota, 15 czerwca 2019

Etap P5D: Warka - Dobieszyn

Na rynku w Warce miły wynalazek: ustawiona przez władze miejskie bramka-prysznic. Dziurki bardzo drobne, dzięki czemu robi się nawilżająco-orzeźwiająca mgiełka. Przy takim słońcu jest to cudowne udogodnienie dla mieszkańców (zwł. dzieci) i wędrowców - takich jak ja czy ci rowerzyści. Spotkaliśmy się już chwilę wcześniej w kawiarni-koronkarni. Kawa tam dobra, bo mocna. Ale którędy mam iść? Gdzie był ten most? Koniec języka za przewodnika - i już wiem, że mam iść w przeciwną stronę niż myślałem. Po raz kolejny więc przechodzę przez bramkę-prysznic. Przyszła mi jeszcze fantazja na lody, ale lodziarnie oblegane - aż tak to mi się nie chce. Orzeźwię się w Pilicy!

niedziela, 2 czerwca 2019

Etap P4D: Dębnowola - Ostrołęka - Warka

Na ziemi ptaki, na niebie baranki. Startujemy z Dębnowoli, bo tam tylko mógł dowieźć nas autobus.. Do Ostrołęki pieszo bo żadna okazja się nie zatrzymała. Ale okolica przepiękna. Wciąż ta jasna zieleń, sady i hills rolling very gently. Od początku drogi usta mi się nie zamykają, ale zauważam, że z moim głosem, w ekscytacji opowiadającym dawne podróże, konkuruje dźwięczny chór ptaków. Niektóre głosy bardzo ciekawe i nietypowe. Chyba dobrze im wśród tych sadów... Za nami do głosów dołączyły koguty. Też "śpiewają" (po hiszpańsku "piać" i "śpiewać" to to samo słowo. Po rosyjsku też).
Grzmi i pokropuje, ale w zasadzie nas oszczędza. Zresztą jest bardzo, bardzo ciepło. "Oficjalny początek wakacji", mówi Julka.

poniedziałek, 6 maja 2019

Etap P3D: Góra Kalwaria - Ostrołęka: Szlak kwitnących jabłoni


Pociągiem do Góry Kalwarii. Trzeba było wstać krótko po wschodzie słońca, żeby zdążyć na ostatni przedpołudniowy pociąg do tego miasta. Ale czyż nie warto? Podziwiam tę jasną a bujną, majową zieleń. Na niebie raz słońce, raz chmury, ale lało, mam nadzieję, nie będzie. Z rana tylko kilka stopni ciepła, więc ubrałem się na cebulkę. Nawet na nogi wziąłem, dodatkowo, dres. Już w Górze okazało się, że niepotrzebnie - temperatura szybko wzrasta, choć nie będzie dziś upalnie. Przynajmniej mam czym obciążyć plecak, skoro nie niosę śpiwora.